Mocny argument w rękach tych, którzy twierdzą, że ekranizacja książki zawsze przegrywa z literackim pierwowzorem. Mimo genialnej, nagrodzonej Oscarami obsady, głośny, niemal trzygodzinny film wypada blado w zestawieniu z tą sagą o zorganizowanej przestępczości, będącą równocześnie szczerą, emocjonującą spowiedzią Irlandczyka, który niejednokrotnie „malował domy” krwią.